Wyszukaj w serwisie:
odkurzacze centralne
wnętrza

budowa

wokół domu

znajdź nas na facebook

Pasywne domy dla aktywnych ludzi

25 Lipca 2011
Idea domu, którego normalne funkcjonowanie – a przede wszystkim ogrzewanie, oświetlenie i produkcja ciepłej wody – wymaga minimalnych nakładów finansowych, nie jest nowa. W literaturze fantastyczno-naukowej takie „samodzielne domy”, m.in. same produkujące lub magazynujące energię, pojawiły się już kilkadziesiąt lat temu, choć autorzy umieszczali je chętniej na innych planetach w odległej przyszłości. Rosnąca świadomość ekologiczna z jednej strony i rosnące koszty mediów (głównie energii) z drugiej spowodowały jednak, że pomysły fantastyki uległy niespodziewanie szybkiej materializacji.

Dziś mało kto ma w ogóle wątpliwości co do tego, czy technologia budowy domów pasywnych jest przyszłością budownictwa mieszkaniowego, a w pewnym sensie także przyszłością budownictwa w ogóle. Dyskusje dotyczą zaś głównie terminu, kiedy nastąpi to na większą skalę i czy lepiej dochodzić do tego stanu metodami radykalnymi (np. wprowadzając nowe, restrykcyjne normy energetyczne w budownictwie), czy też raczej stopniowo, zdając się na bodźce ekonomiczne i wzrost poziomu edukacji ekologicznej. Tak czy inaczej, większość analityków rynku jest zgodna, że budynki pasywne stanowić będą gros nowych inwestycji mieszkaniowych i biurowych jeszcze za życia większości z nas, a w krajach o największych tradycjach tego rodzaju budownictwa – Niemczech, Szwajcarii czy państwach skandynawskich – dojdzie do takiej sytuacji być może nawet w perspektywie kilku najbliższych lat.

Czym jest dom pasywny?
Dom pasywny jest, mówiąc krótko, najdoskonalszą formą domu energooszczędnego. Obecnie przyjmuje się na ogół, że tradycyjnie zaprojektowany i wykonany dom jednorodzinny, dla zapewnienia mieszkańcom pełnego komfortu cieplnego, wymaga zużycia w ciągu jednego sezonu grzewczego przeciętnie 120kW na 1m² powierzchni. Dom energooszczędny to każdy dom, w którym wartość ta jest wyraźnie niższa, zaś określenie „dom pasywny” zarezerwowano dla tych budynków, w których nie przekracza ona 15kWh/m², a więc jest aż ośmiokrotnie mniejsza. Oznacza to, że dla prawidłowego ogrzania 1m² powierzchni domu wystarczy spalenie w ciągu roku zaledwie 1,5l oleju opałowego, 1,7m³ gazu lub 2,3kg węgla. Jeżeli jednak dom będzie wyposażony w tzw. pakiet środowiskowy, czyli dodatkowe instalacje pozyskiwania taniej energii i wody – np. ogrzewanie przy pomocy pompy cieplnej, wykorzystanie energii słonecznej do podgrzewania wody i pozyskiwania prądu, energooszczędne oświetlenie, system magazynowania deszczówki do celów gospodarczych itp. – nasza zależność od wszelkich innych źródeł zewnętrznych może spaść nawet do zaledwie kilku procent tego, co musimy pozyskać na potrzeby zwykłego domu, a np. z typowych instalacji ogrzewania można będzie w ogóle zrezygnować! Gra jest zatem warta świeczki, nawet przy uwzględnieniu stosunkowo wysokich jeszcze kosztów inwestycyjnych.
Oczywiście energia potrzebna do ogrzania domu pasywnego i produkcji odpowiedniej ilości ciepłej wody nie bierze się znikąd. Jak się jednak okazało, minimalizacja jej strat w zasadzie wystarcza do osiągnięcia zaskakujących sukcesów oszczędnościowych. Dom pasywny na swoje potrzeby wykorzystuje w największym stopniu te źródła energii, które w tradycyjnych projektach najczęściej są w ogóle pomijane – promieniowanie słoneczne, ciepło ciał domowników, a także ciepło lekkomyślnie tracone przez otwory wentylacyjne i instalacje odprowadzania ścieków. Innymi słowy, podstawową zasadą domu pasywnego jest gromadzenie jak największej ilości energii ze wszystkich dostępnych źródeł i zminimalizowanie jej bezproduktywnych strat. Wymaga to spełnienia całego długiego szeregu warunków, począwszy od prawidłowej izolacji ścian i okien, a skończywszy na kształcie, a nawet kolorze domu. Wymierne korzyści finansowe możliwe do uzyskania dzięki budowie domu pasywnego każą jednak poważnie zastanowić się nad tym, czy możemy pozwolić sobie na ich utratę poprzez tradycyjne „pójście na łatwiznę” na etapie projektowania i budowy.

Jak projektować i jak budować?
Projektowanie domu pasywnego należy rozpocząć od samej jego lokalizacji. Ponieważ pozyskiwanie maksimum energii słonecznej będzie jednym z jego najważniejszych zadań, dom powinien być położuny tak, by jego południowa elewacja była możliwie „frontem do słońca”, z jak najmniejszymi odchyleniami od orientacji południowej. Należy także zadbać o to, by nie była ona zacieniana przez drzewa, większe krzewy itp., zarówno już istniejące, jak i z planowanych w przyszłości nasadzeń. Nie mniej ważne jest przemyślenie kształtu domu, pożądane jest bowiem, żeby jego powierzchnia zewnętrzna była jak najmniejsza, przy zarazem jak największej elewacji południowej. Z tego powodu podczas projektowania należy unikać zbytniego rozczłonkowania bryły – załamań elewacji, licznych balkonów, tarasów, wykuszy, luksfer itp., które nie tylko zwiększają powierzchnię aktywnego oddawania ciepła przez dom, ale też mogą tworzyć niepożądane mostki termiczne i zacieniać południową elewację. Rozmieszczenie pomieszczeń o różnych funkcjach wewnątrz domu powinno być uzależnione od spodziewanej panującej w nich temperatury, tak by zminimalizować konieczność ich ewentualnego dogrzewania lub schładzania. Z uwagi na nasłonecznienie najlepiej zastosować dach płaski lub o niewielkim kącie nachylenia, co oczywiście ze względu na lokalne regulacje architektoniczne nie wszędzie jest możliwe; podobnie ma się sprawa z barwą elewacji (ciemniejszy kolor ułatwia „magazynowanie” ciepła w ścianach). W każdym razie pod względem oszczędności ciepła zawsze lepszy jest dom piętrowy niż parterowy i szeregowy lub bliźniaczy niż wolno stojący, niewskazane jest też projektowanie podpiwniczenia – jeśli więc tylko istnieje możliwość takiego właśnie zaprojektowania budynku, warto ją poważnie rozważyć.
Ponieważ wspomniane pozyskiwanie ciepła słonecznego jest jednym z najważniejszych założeń domu pasywnego, południowa elewacja powinna być jak najbardziej przeszklona, tak by jak najwięcej światła słonecznego wpadało do wnętrza budynku; oczywiście okna muszą być przy tym zabezpieczone przed nadmiarem światła żaluzjami lub rozkładanymi markizami. Okna można też umieszczać na wschodniej i zachodniej elewacji – oczywiście pod warunkiem, że nie są one zacienione, natomiast elewacja północna może być ich w ogóle pozbawiona, a przy tym winna być najlepiej zaizolowana. To właśnie skuteczna izolacja termiczna jest cechą, która najbardziej odróżnia dom pasywny od tradycyjnego, będąc zarazem jedną z przyczyn jego wyższej ceny. Przyjmuje się, że dom pasywny powinien charakteryzować się współczynnikiem przenikania ciepła nie większym niż 0,10÷0,15W/m2K dla ścian i 0,75÷0,80W/m2K dla okien i drzwi. Wymaga to odpowiedniego doboru materiałów budowlanych, zastosowania grubej na co najmniej 40 cm warstwy termoizolacyjnej (obejmującej także stropodach, podłogę na gruncie i potencjalne mostki termiczne, np. trzony balkonów wmurowane w ścianę) oraz szczelnych okien niskoemisyjnych, najlepiej potrójnych.
Bardzo ważną kwestią jest odzyskiwanie ciepła z otworów wentylacyjnych. Czynnik ten jest w domach tradycyjnych najczęściej w ogóle pomijany, choć badania wykazują, że wentylacja odpowiada średnio aż za 35% strat ciepła w domach wolno stojących i do 50% analogicznych strat w zabudowie zwartej. Aby temu zaradzić, konieczne jest odpowiednie zaprojektowanie systemu wentylacyjnego – najlepiej mechanicznego – tak by m.in. przewody były jak najkrótsze, kanały dla powietrza zimnego znajdowały się na zewnątrz sfery zaizolowanej, a kanały dla powietrza ciepłego wewnątrz niej, strumienie ciepła i zimna nie mieszały się, wywiewniki nie były umieszczone nad grzejnikami (jeśli takowe w ogóle w domu są) itd. Wewnątrz kanałów umieścić należy urządzenia do rekuperacji, tj. do odzyskiwania ciepła z powietrza, które są bodaj najdroższym elementem technicznym domów pasywnych. Ich zastosowanie jest jednak o celowe, ponieważ przy prawidłowym wykonaniu i usytuowaniu pozwalają one na odzyskanie nawet ponad 80% energii traconej w domach tradycyjnych na „ogrzewanie przyrody” przez wentylację. Przy ich użyciu w sezonie grzewczym można podgrzewać powietrze wpadające do budynku – co powinno wystarczyć do dogrzania całego domu pasywnego w stopniu pozwalającym w ogóle zrezygnować z tradycyjnych instalacji ogrzewczych – latem zaś je schładzać, uzyskując w ten sposób namiastkę klimatyzacji. Podobne zasady dotyczą instalacji wodno-kanalizacyjnej, której nie zaizolowane odcinki również powinny być jak najkrótsze (szczególnie w przypadku doprowadzania ciepłej wody z zewnątrz budynku), a przewody odprowadzające ścieki także można niekiedy wyposażyć w rekuperatory. Warto przy tym pamiętać o zredukowaniu liczby pionów sanitarnych w budynku – najlepiej zaprojektować jeden tylko pion i wokół niego zgromadzić kuchnie, łazienki, ustępy, pomieszczenia gospodarcze itp. na wszystkich kondygnacjach.
Jeżeli projektowanie domu odbywało się przy poszanowaniu szczegółowych zasad tzw. pakietu do projektowania budynków pasywnych, dostępnego w Polskim Instytucie Budownictwa Pasywnego (o którym mowa będzie dalej), można mieć pewność, że projekt będzie spełniał żądane kryteria energooszczędności. Jednak wznoszenie domu pasywnego wymaga także niezwykle starannego i precyzyjnego wykonawstwa, gdyż nawet drobne niedokładności – nieszczelności izolacji, nieprzewidziane mostki termiczne, źle wykonana wentylacja itp. – mogą bardzo wyraźnie zmniejszyć energooszczędność budynku. Dlatego też, niezależnie czy dom wznoszony był sposobem gospodarczym czy przez wyspecjalizowanego wykonawcę (oczywiście bardziej wskazana jest ta druga opcja), należy uważnie kontrolować jakość wszystkich robót na kolejnych etapach inwestycji, a po jej zakończeniu warto skontrolować także całościowy efekt końcowy naszych starań. W tym celu stosuje się szereg metod inspekcyjnych, z których najpopularniejsze są monitoring budynku kamerą termowizyjną oraz próba ciśnieniowa szczelności budynku. W zależności od ich wyników można od razu wprowadzić odpowiednie poprawki.

Opłaca się?
Oczywiście, że się opłaca – pod warunkiem, że umiemy i możemy czekać. Przy budowie pierwszych domów pasywnych, kilkanaście lat temu, zakładano że zwrot poniesionych nakładów inwestycyjnych może nawet nastąpić dopiero po 30 latach. Perturbacje na rynkach energetycznych i nowe technologie budowlane sprawiły jednak, że okres ten skrócił się do dziś kilkakrotnie. Jeżeli zaś dla kogoś kilka lat to nadal jest za długo, niech zada sobie lepiej pytanie, kiedy i czy w ogóle „zwróci się” inwestycja w tradycyjny, ogrzewany budynek, nie wzniesiony w oparciu o zasady energooszczędności? Można się raczej spodziewać, że kolejne rachunki za prąd, gaz itp. będą z roku na rok coraz wyższe… Oczywiście większe koszty realizacji domu pasywnego w stosunku do typowych budynków nadal jeszcze przesądzają o dominacji tych drugich na rynku budowlanym. Dlatego też coraz większym zainteresowaniem na Zachodzie cieszą się obecnie tzw. domy „trzylitrowe”, „pięciolitrowe” i „siedmiolitrowe”, tj. takie, w których wspomniany wyżej, charakterystyczny dla domu pasywnego wskaźnik zużycia do 1,5l oleju opałowego na 1m² powierzchni jest wyższy i wynosi odpowiednio do 3l, do 5l i do 7l. Domy takie wykorzystują jedynie część rozwiązań stosowanych w domach pasywnych (przede wszystkim odpowiednią konstrukcję, ocieplenie i usytuowanie względem słońca), dzięki czemu koszt ich budowy niewiele różni się od domów wznoszonych według zasad tradycyjnych, podczas gdy koszt eksploatacji i tak jest w porównaniu z nimi znacząco – czasem nawet kilkakrotnie – mniejszy.
Warto zaznaczyć, że „prawdziwy” dom pasywny powinien być projektowany w tej postaci od podstaw. Modernizacja istniejących budynków pod kątem zmniejszenia ich energochłonności jest oczywiście możliwa i na ogół pożądana. Jednak wielość wymagań, jakie musi spełniać dom pasywny – dotyczących także m.in. jego wielkości, kształtu i usytuowania – sprawia, że nawet najdalej idące przekształcenia tradycyjnych domów rzadko doprowadzają do osiągnięcia przez nie zbliżonych walorów. Z tego też względu warto pomyśleć o owych wymaganiach już na etapie wstępnego planowania inwestycji i projektowania domu, tak by było możliwe np. oddanie go do eksploatacji w prostszej postaci, a następnie stopniowe doposażanie w kolejne instalacje prooszczędnościowe i ostatecznie doprowadzenie go w ten sposób do standardu domu pasywnego z prawdziwego zdarzenia.

Jak długo jeszcze etap pionierski?
Prymat w dziedzinie budownictwa pasywnego należy przyznać Niemcom, choć po raz pierwszy konkretne jego zasady zostały sformułowane jeszcze pod koniec lat osiemdziesiątych w Szwecji, na uniwersytecie w Lund. To jednak właśnie w heskim mieście Darmstadt od początku ubiegłej dekady działa grono naukowców różnych dziedzin – początkowo skupionych wokół słynnej tamtejszej politechniki – które postawiło sobie za cel propagowanie w społeczeństwie idei budownictwa pasywnego. Tam też w 1991 roku powstał pierwszy dom pasywny – eksperymentalny WeberHaus, wyposażony w pełny pakiet środowiskowy – a następnie oddawano do użytku kolejne, coraz doskonalsze realizacje. W 1996 roku w Darmstadt powstał Passivhaus Institut kierowany przez dr Wolfganga Feista, który do dziś prowadzi niezależne badania nad doskonaleniem technologii budowlanych i form architektonicznych domów pasywnych. Współorganizuje on coroczne konferencje dla naukowców z całego świata, a także targi Passivhaustagung, na których można zapoznać się z coraz bogatszą ofertą materiało­wo-technologiczną. Instytut stanowi zarazem swego rodzaju „wzorzec z Sévres” dla budownictwa pasywnego – przyznaje certyfikaty projektom domów pasywnych nadsyłanych z całego świata, uprzednio oczywiście skrupulatnie je badając pod kątem spełniania wszystkich warunków technologicznych, energetycznych itp. Wszystko to zapewne przyczyniło się do faktu, że to właśnie w Niemczech zrealizowano dotąd najwięcej domów pasywnych, zaś kolejne miejsca pod tym względem zajmują regiony bliskie geograficznie Niemcom i znajdujące się w podobnej sytuacji ekonomicznej – m.in. Francja, Benelux, Szwajcaria, Austria i Skandynawia. W krajach tych idea budownictwa pasywnego – coraz częściej znajdująca zastosowanie nie tylko w budownictwie mieszkaniowym, ale także przy wznoszeniu obiektów biurowych czy magazynowych – doczekała się też wsparcia instytucjonalnego ze strony Komisji Europejskiej, w ramach - mającego na razie charakter eksperymentalny - programu CEPHEUS. Oczywiście nie znaczy to jednak, że domy pasywne pozostają domeną wyłącznie krajów tzw. starej Unii. Coraz więcej bowiem powstaje ich na całym świecie, w tym również w Polsce, a nawet w krajach o tak niewielkich tradycjach oszczędzania energii jak USA, Rosja czy Chiny.
„Coraz więcej” – to jednak wcale nie oznacza „dużo”. Domy pasywne były i nadal pozostają domeną ludzi najbardziej aktywnych – aktywnie zaangażowanych w ochronę środowiska (tj. gotowych poświęcić sporo czasu i pieniędzy na ten cel) i aktywnych ekonomicznie, gdyż na oszczędny dom trzeba było jeszcze niedawno zaoszczędzić bardzo znaczne środki. Jeszcze w latach dziewięćdziesiątych inwestor planujący budowę domu pasywnego musiał się liczyć z koniecznością poniesienia nawet ponaddwukrotnie wyższych kosztów niż w przypadku zwykłego budynku. Stosunkowo niskie ówcześnie ceny energii dodatkowo czyniły całe przedsięwzięcie mało opłacalnym ekonomicznie, nawet w wieloletniej perspektywie. Sytuacja zmieniła się jednak całkowicie w ciągu ostatnich kilku lat, przede wszystkim z uwagi na skokowy wzrost cen nośników energii, a szczególnie paliw płynnych i gazu. Wzrost ten sprawił, że ich oszczędzanie przestało być postrzegane jako kaprys bogaczy, a zaczęło być odczuwalne w portfelach zwykłych obywateli. Poza tym rozwój rynku energooszczędnych materiałów i technologii budowlanych spowodował, że znacznie potaniało zastosowanie ich w praktyce. Obecnie dom pasywny w RFN zrealizować można za cenę wyższą już tylko o 10÷20% od tradycyjnej inwestycji o tej samej kubaturze, co w praktyce oznacza, że owa „nadpłata” w środkowoeuropejskich warunkach klimatycznych zwraca się całkowicie po ok. 8÷10 latach. Niemałe znaczenie ma też przemijanie mody na architektoniczny postmodernizm, dzięki czemu coraz większe grono inwestorów akceptuje projekty budynków o prostych, nierozczłonkowanych formach, pozbawionych zbędnych ozdób – co nader sprzyja energooszczędności. Wszystkie te czynniki sprawiają, że rozwój budownictwa pasywnego jest w Niemczech bardzo dynamiczny. O ile w pierwszym piętnastoleciu, do 2006 roku, w całym kraju zrealizowano zaledwie ok. 3.000 domów pasywnych, to w ciągu dwóch kolejnych lat liczba ta niemal się podwoiła, zaś w stadium realizacji są dalsze tysiące takich inwestycji. Podobnie wygląda sytuacja m.in. w Szwajcarii i w krajach skandynawskich. Sceptycy twierdzą co prawda, że zachwalany w prasie branżowej „dynamiczny rozwój” rynku imponuje głównie w zestawieniu z zerowym stanem wyjściowym, a analizy mówiące o możliwości szybkiego zdobycia supremacji przez technologie pasywne są mocno na wyrost. Warto jednak zdawać sobie sprawę, że ceny energii w dającej się przewidzieć perspektywie najprawdopodobniej będą rosły nadal. Nie dziwi zatem, że w badaniach przeprowadzonych kilka miesięcy temu w Niemczech aż 1/3 respondentów planujących w najbliższych latach budowę domu wyraziła zainteresowanie realizacją tego zamierzenia w postaci budynku pasywnego lub przynajmniej „trzylitrowego”.
Polski Instytut Budownictwa Pasywnego – placówka filialna instytutu z Darmstadt – funkcjonuje w Gdańsku już od kilku lat, świadcząc m.in. odpowiednie usługi doradcze i certyfikacyjne. Jak na razie jednak Polska nie należy do czołówki w dziedzinie budowy domów pasywnych, a sytuacja na naszym rynku przypomina tę znaną z Niemiec sprzed ok. 10 lat. Przyczyną jest przede wszystkim cena dostępnych na naszym rynku technologii, związana zresztą nie tyle z ich materiało- i pracochłonnością, co raczej po prostu z niskim popytem; pomimo bowiem ostatnich podwyżek ceny energii w Polsce nadal należą do relatywnie niskich na tle „starej” UE. Odrębnym problemem jest niedostatek na obecnym rynku budowlanym wysoko wykwalifikowanych wykonawców, umiejących sprostać jakościowym wymaganiom dokładności i staranności realizacji, których zachowanie przy budowie domu pasywnego jest kwestią o znaczeniu zasadniczym. Sytuacja ta z pewnością jednak będzie się stopniowo zmieniać, podobnie jak ma to miejsce w przypadku m.in. naszych zachodnich sąsiadów. Na razie polskie władze państwowe i samorządowe nie spieszą się na ogół z zalecaną przez organa unijne nowelizacją przepisów, które miałyby zachęcać indywidualnych inwestorów do realizacji domów energooszczędnych. Z zachwalanej przez kolejne rządy premii termomodernizacyjnej korzystać mogą dziś głównie wielcy inwestorzy-deweloperzy, podczas gdy indywidualne budownictwo jednorodzinne zostało pod tym względem pozostawione w zasadzie samemu sobie. Nie ma jednak wątpliwości, że w ciągu najbliższych kilku lat sytuacja ta się zmieni, gdyż w przeciwnym wypadku Polsce groziłyby kary za nie dotrzymywanie uzgodnionych w Unii norm energooszczędności nowo budowanych i modernizowanych obiektów. W zestawieniu ze spodziewanym dalszym wzrostem cen energii i spadkiem kosztochłonności technologii pasywnych, sprawi to zapewne, że może nawet za kilka lat pod względem rozwoju budownictwa pasywnego osiągniemy obecny poziom Niemiec. W każdym razie z licznymi zaletami i nielicznymi wadami domów pasywnych warto zapoznać się już teraz i poważnie się nad nimi zastanowić. Pamiętajmy, że polskie pracownie architektoniczne oferują już od pewnego czasu nie tylko usługi w zakresie projektowania „oszczędnych” domów, ale też szereg projektów typowych takich budynków, o różnym stopniu energooszczędności – aż do certyfikowanych domów pasywnych włącznie.
 
Fot. Pokazowy dom pasywny autorstwa M&L Lipińscy zrealizowany w Smolcu pod Wrocławiem.
Autor: Zbigniew Górecki
Artykuł opublikowany w nr 3/2008 [21] dwumiesięcznika Pomysł na dom.



Galeria:


powrót


Odwiedzono: 2796 razy
Opublikowano przez: Pomysł na dom
Data publikacji: 25 Lipca 2011

Podziel się    



Bruk Bet

blachodachówka firmy Traffic

kominki elmes

sauny na wymiar producent Warszawa i Białystok








podobne artykuły oferta eksperta






freshweb.pl | NetSoftware
2019 © Wszelkie prawa zastrzeżone stat4u